niedziela, 19 maja 2013

 
IX MISTRZOSTWA POLSKI  LEKARZY W PŁYWANIU, Dębica 2013
Relacje z mistrzostw w 2012 roku pominąłem. Może dlatego, że nie poprawiłem moich osiągnięć życiowych na żadnym z dystansów choć i tak zdobyłem medale. Czy rzeczywiście był to dobry powód, żeby przemilczeć kolejną relację. Na pewno nie, przecież nie o to chodzi by złapać króliczka ale by gonić go. Inaczej mówiąc z uprawiania sportu powinna być przyjemność. I tak jest w moim przypadku. Oprócz tego ma z tego być zdrowie. To jeszcze lepszy powód. I to nie tylko zdrowie fizyczne. Bo psychiczne idzie z tym w parze. Już w starożytności powiadali: „w zdrowym ciele zdrowy duch”. No i do tego ćwiczenie charakteru i siły woli. Taki codzienny reżim z pobudką skoro świt (który zimą wypada dla mnie w środku nocy) i „dawaniem z siebie wszystkiego” na treningu pozwala mi codziennie zebrać się w garść przed pracą i przystąpić do niej z werwą i energią oraz uwolnioną do krwiobiegu adrenaliną. I to mi pomaga w pracy. Jakby na tę moją pracę nie patrzeć jest w jakiejś mierze fizyczną i do tego połączoną ze stresem i napięciem. Zatem można część tej adrenaliny uwolnić przez wentyl bezpieczeństwa na pływalni. Wspomniałem o tym króliczku ale …. kiedy przez cały rok trenujesz i poprawiasz niedociągnięcia w technice, dynamikę i wytrzymałość itd. to chciałoby się widzieć jakiś wymierny efekt tej pracy czyli … wynik napawający satysfakcją. I nie myślę tu o medalu czy dyplomie tylko o zwyciężeniu samego siebie, czyli zrobieniu lepszego wyniku niż na poprzednich mistrzostwach. I to jest dopiero frajda !!! Tym większa jeśli wiesz, że poprawiasz wynik będąc o rok starszy co w moim wieku znaczy wiele. W zeszłym roku miałem powód aby sądzić, że doszedłem już do bariery wiekowej, poza którą raczej powinienem się cieszyć, że mam podobne wyniki niż dawnej a nie  „nastawać” na poprawienie własnych rekordów. Ale postanowiłem sobie udowodnić, że ta bariera jeszcze da się trochę przesunąć, choćby o roczek.

Od lewej: Prof Tomasz Rechberger, ginekolog Lublin, Autor tego bloga, dr Zenon Dul, dr Krzysztof Kawecki, kardiolog, Bydgoszcz, prof Janusz Schabowski.
I z takim mocnym postanowieniem trenowałem przez miniony rok. Tuż przed zawodami zintensyfikowałem treningi do dwóch dziennie i …. okazało się, że to wszystko na nic. Im bliżej zawodów tym gorsze czasy uzyskiwałem na treningach. Czy może być coś bardziej demobilizującego ? Poszedłem jednak po rozum do głowy i postawiłem diagnozę: przetrenowanie. Ostatnie dwa tygodnie przed Mistrzostwami zacząłem pływać na luzie. Nie robiłem pełnej dawki treningowej. A kilka dni przed zawodami w ogóle przestałem pojawiać się na pływalni. Mówicie, że to normalne bo tak robią zawodowi sportowcy: kilka tygodni przed zawodami zero treningu. Na parę tygodni przed dniem "0" nie poprawisz formy. Na to był czas przez cały rok. Do zawodów musisz przystąpić wypoczęty a mięśnie po paro czy kilkunastodniowej przerwie muszą być „głodne wysiłku i żądne  krwi”.  I to się sprawdza. Już pierwszy dystans, który popłynąłem na zawodach, czyli 50 m kraulem udowodnił, że tak właśnie jest. Poprawiłem mój rekord życiowy: 33.2 sekundy. Niewiele brakowało bym „złamał” moje docelowe marzenie na tym dystansie - zejść poniżej 32 sekund. I byłoby tak gdyby nie gogle, które lekko zsunęły mi się z prawego oka po skoku ze słupka. To naprawdę dekoncentruje (na szczęście na moment) bo masz nagle wodę w oku. Ale ten moment trwał na pewno te 0,2 sekundy której mi brakło do granicy marzeń. Ale, ale …. skąd te fochy, przepraszam …. pobiłem własny rekord w wieku 53 lat zapominając na chwilę, że 7 lat wcześniej, będąc dużo młodszy startowałem z pułapu 38 sekund. Te 6 sekund różnicy to przepaść na tak krótkim dystansie jak 5o metrów. Ten wynik dał mi takie wsparcie  psychiczne, że czułem że na tym jednym dystansie nie skończą się moje rekordy. Tak samo jest w życiu, na studiach czy pracy zawodowej. Jedno szczęśliwe wydarzenie, zdany egzamin, udana inwestycja daje Ci psychiczny komfort dzięki któremu bez problemu i nie przygnieciony nadmierną motywacją przenosisz kolejne góry. NADMIERNA MOTYWACJA SZKODZI I GUBI. 
 
Dekoracja za 1500 metrów kraulem w kategorii 45-55 lat.
Zawody w tym roku były niezwykłe także przez fakt, że po raz pierwszy czasy były mierzone elektronicznie i od razu wyświetlanie na telebimie. Tak, że wynurzając głowę z wody widziało się jaki masz czas i który byłeś w swojej serii. Pamiętając jak Michael Phelps wygrał „niesłusznie” 100 m delfinem z Cavicem tylko dlatego, że ten ostatni zbyt lekko dotknął czujnika na ścianie basenu choć na stop klatce widać było że był pierwszy, ja „waliłem” w ten czujnik solidnie. Z każdymi zawodami przybywa nowych zawodników, zwłaszcza w  młodszych kategoriach wiekowych. Trzeba powiedzieć, że nawet olimpiada lekarska w Zakopanem nie gromadzi tylu pływaków co coroczne Mistrzostwa Polski Lekarzy w Dębicy. Co więcej w Dębicy są wszystkie  dystanse a sam basen w Dębicy ma wymiary olimpijskie (50 m) i jest to dodatkowa „atrakcja” i trudność zarazem (jak kiedyś wspomniałem na takim basenie pływa się zupełnie inaczej niż na standardowym – czyli trudniej). 

Kolejnym dystansem który płynąłem to było 200 m zmiennym (50 delfin + 50 grzbiet + 50 żabka + 50 kraul), czyli ciężki dystans. Czas miałem tylko 0,28 sek gorszy od mojego rekordu ale …. niespodziewanie zdobyłem brązowy medal. Tak szczęśliwie zakończył się pierwszy dzień Mistrzostw. Przede mną były jeszcze wyścigi na 100 kraulem, 200 kraulem, 400 kraulem, 1500 kraulem i 50 delfinem. Od razu powiem, że poprawiłem jeszcze swoje rekordy na trzech dystansach: 200 kraulem, 400 kraulem i 1500 kraulem. Te dwa ostatnie dystanse można śmiało nazwać morderczymi: ten pierwszy dlatego, że musisz płynąć niemal sprintersko i to przez 4 setki. Ten ostatni: zaś nie trzeba tłumaczyć, to jest 1,5 kilometra czystego wysiłku. Na tych dwóch dystansach poprawiłem moje wyniki życiowe o więcej niż śmiałem marzyć: a zatem 6:29.85 na 400 metrów 26:34.35 na 1500 metrów. Za 400 m dostałem brązowy medal zaś za 1500 srebrny i to srebro nie tylko w mojej kategorii wiekowej ale i open.
Od lewej Autor bloga, dr Tomasz Dangel anestezjolog, Warszawa, dr Grzegorz Stanek, pulmonolog, Opole

A co w takim razie z królową dystansów pływackich czyli 100 m kraulem. Tutaj osiągnąłem przyzwoity wynik 1:19.19 ale gorszy od mojego rekordu życiowego. Czy mogłem go pobić ? Absolutnie tak. Dlaczego nie pobiłem ? Odpowiedź brzmi: NADMIERNA MOTYWACJA. Było jeszcze 50 metrów Delfinem i tutaj mój wynik 42.20 był lepszy niż na treningach ale mój rekord jest o 0,6 sek lepszy. Tutaj zawiodła mnie strategia: postanowiłem opóźnić wypłyniecie spod wody po skoku ze słupka aby zyskać przewagę nad konkurentami. Uwierzyłem, że mam kick nogami pod wodą tak mocny jak jakiś Phelps, zrobiłem ich aż dziesięć i kiedy wypłynąłem nie byłem bynajmniej pierwszy. Ale była to znakomita lekcja taktyki i techniki.
Nie mogę wspomnieć o ważnym aspekcie tych mistrzostw. Ostatni dzień Mistrzostw był poświęcony jednemu z najlepszych pływaków wśród lekarzy, naszemu Koledze Krzyśkowi Kaźmierczakowi, radiologowi z Łodzi, który zmarł jesienią po ciężkiej chorobie. Ostatni dzień zawodów był poświęcony  jemu i nazwany był Memoriałem Krzysztofa Kaźmierczaka. Tego dnia wszystkie medale wręczała jego żona, która była obecna przez cały czas zawodów.
Dr Katarzyna Dobroś, stomatolog, Kraków i  Autor bloga
Podsumowując: udane mistrzostwa, wielka satysfakcja i … rozbudzona ochota by poprawić moje rekordy na następnych Mistrzostwach mimo ze znowu będzie rok więcej na karku. Ale … dopóki piłka w grze jak mawiał klasyk polskiej piłki nożnej Kazimierz Górski